Biuro 25 781 26 67 / Pływalnia 25 781 25 98

Wojtkowski jest kolejnym piłkarzem potwierdzającym, że w Polsce – jak to mawiał Leo Beenhakker – rodzi się tyle samo piłkarskich talentów co na całym świecie – pisze Antoni Bugajski w komentarzu po kolejce LOTTO Ekstraklasy.

Jako dziewiętnastolatek siadał już na ławce rezerwowych RB Lipsk w bundesligowych meczach z Borussią Dortmund i Hoffenheim, grał w sparingu pierwszej drużyny z Ajaksem Amsterdam. Potem Kamil Wojtkowski złamał nogę, a teraz adept akademii Legii, którego swego czasu za grosze dzięki pogmatwanej operacji przechwyciła Pogoń Szczecin, jest już w Wiśle Kraków. W piątek na stadionie w Poznaniu dał próbkę swojego talentu.

Wisła ma bezcennego Carlitosa, ale nawet on czasami musi polegać na dobrych zagraniach kolegów – takich jak akcja Wojtkowskiego, który po profesorsku wyłożył mu piłkę do skutecznego strzału. To był błysk wstawionego w ostatniej chwili do składu za kontuzjowanego obcokrajowca młodego Polaka, który najbardziej zaimponował chyba Carlitosowi, a i trener Kiko Ramirez zza linii bocznej uśmiechnięty od ucha do ucha bił brawo. Tak się zdobywa hiszpańskie uznanie.

 

Wojtkowski jest kolejnym piłkarzem potwierdzającym, że w Polsce – jak to mawiał Leo Beenhakker – rodzi się tyle samo piłkarskich talentów co na całym świecie. Ostatnio słowo w słowo powtórzył to Hubert Kostka, który kumplem Holendra na pewno nie jest, ale o futbolu ma równie ugruntowane i arbitralne poglądy, co nieprzejednany Leo. Obaj się znają na rzeczy i obaj wiedzą, co mówią. I oczywiście nie tylko oni tak mówią, bo hasło „stawiajmy na młodych Polaków” jest fajne i chwytliwe. Problem w tym, że w wielu klubach, dla wielu trenerów pozostaje pustym sloganem, po który warto sięgnąć, udzielając wywiadów. Wojtkowski jako jeden z wielu pokazuje, że droga do autentycznej – nie tworzonej wyłącznie przez doraźne zwycięstwa drużyny Adama Nawałki – wielkości polskiej piłki prowadzi przez posyłanie na boisko takich piłkarzy jak on. Nowy szef rady nadzorczej Ekstraklasy Karol Klimczak nazywa to „przewagą konkurencyjną” nad tymi ligami, które w kluby mogą ładować znacznie większe pieniądze.

Dlatego w Polsce powinniśmy się skupić na szkoleniu i promowaniu młodych piłkarzy. Można i trzeba dyskutować, gdzie jest granica tej stymulacji – czy warto ujmować ją w ramy przepisu nakazującego drużynom ekstraklasy wystawianie jednego czy nawet dwóch młodzieżowców. Pomysł to kontrowersyjny tym bardziej, że limit właśnie zostaje likwidowany na niższych szczeblach. Mazowiecki Związek Piłki Nożnej zrezygnował od tego sezonu z nakazu wystawiania młodzieżowców od czwartej ligi w dół. – Takie były oczekiwania klubów, bo utrzymanie odpowiednio dobrych młodzieżowców to dodatkowe koszty. Niektóre drużyny zbyt dużo traciły na tym sportowo. Przed cofnięciem nakazu konsultowaliśmy się z Małopolską oraz Górnym Śląskiem i tam również nie ma już narzuconego limitu – tłumaczy Zdzisław Łazarczyk, szef mazowieckiego futbolu.

Zatem sytuacja wygląda tak: ekstraklasa – bez wymogów posiadania na boisku młodzieżowca, I, II i III liga – z wymogiem, niższe klasy – bez wymogu, ale zależnie od regionu Polski. Trochę bałaganu i niekonsekwencji w tym wszystkim się narobiło…

Wojtkowski – od dzieciństwa na siłę wypychany na zachód – pokazuje, że zamiast sztywnych regulacji wystarcza zdrowy rozsądek i zaufanie dla młodego polskiego piłkarza.